Czwartek, 22 Czerwca 2017 - Pauliny, Tomasza, Jana

Mam inteligentnego słuchacza

BOVSKA, a właściwie Magda Grabowska-Wacławek, będzie jedną z gwiazd Festiwalu „Siedem Aniołów” w Jarocinie. Jej koncert odbędzie się 17 czerwca o 18.30 w Parku Radolińskich. Nam udało się porozmawiać z artystką o jej nowej płycie. - Nie uprawiam sztuki krytycznej, tylko osobistą refleksję nad życiowymi tematami – mówi Bovska. „Pysk” ujrzał światło dzienne 31 marca, a wraz z nim feeria kolorów i dźwięków.

Pozwolisz, że zacznę od czegoś na czym skończyłyśmy naszą poprzednią rozmowę? Kiedy w grudniu zapowiadałyśmy twoją drugą płytę apelowałaś do krytyków muzycznych, aby „zostawili otwarte szuflady”. Zostawili?
(śmiech) Nie wiem. Myślę, że było sporo pozytywnych reakcji i opinii na temat tej płyty. Wiele było rzeczywiście „otwartych”. Oczywiście poza tymi, w których fakty się nie zgadzały. Ale to już nie moja wina (śmiech). Ja jestem zadowolona z tej płyty.

A Japończycy jak odebrali twoją muzykę?
Japończycy… Boże, co to była za przygoda! Japończycy odebrali moją muzykę nad wyraz pozytywnie. Nie byłam w stanie sama tego stwierdzić, ale powiedzieli mi o tym Japończycy, którzy nas gościli. Oni sami byli zdziwieni bardzo ciepłą i otwartą reakcją na naszą muzykę. Podobno Japończycy słyną z tego, że są powściągliwi w swoich reakcjach – u nas nie byli wcale powściągliwi. Cieszę się, że tam byłam, bo to po prostu niesamowita przygoda.   

Jak ty się tam w ogóle znalazłaś?
Po jednym z koncertów w Warszawie zaprosił nas Instytut Polski z siedzibą w Tokio, który promuje kulturę polską w Japonii. Udało nam się doprowadzić do tego wyjazdu. Z racji tego, że jest to bardzo daleko i zupełnie inna kultura, trzeba było się trochę postarać, ale było to absolutnie warte by tam być. Mieliśmy też kilka dni na zwiedzanie Tokio i wczucie się w atmosferę miasta. Na samym festiwalu (Schimokitazawa Sound Cruising – przyp. red.) występowały głównie zespoły japońskie. Byliśmy jedynym twórcą z Europy. Odbywał się on w dzielnicy, która nazywa się Shimokitazawa. Można było chodzić od jednego klubu do drugiego. Wszystkiemu towarzyszył trochę hipsterski klimat, a sam festiwal ma dość undergroundowy charakter.

Przechodząc już do płyty „Pysk”, po jej przesłuchaniu zapisałam sobie tylko jedno zdanie: „Wszystkiego dużo, ale nie ma bałaganu”…
(śmiech)

Jak się osiąga porządek w takim mixie?
Rzeczywiście, ta płyta jest eklektyczna. Chociaż niektórzy twierdzą, że jest mniej eklektyczna niż „Kaktus”. To mnie zawsze zaskakuje, bo nie mam takiego wrażenia… Myślę, że czynnikiem porządkującym jest sposób budowania tekstu, sposób śpiewania… Mój głos, który łączy wszystko... Może sposób budowania melodii… Zarówno forma piosenek jak i inspiracje czysto muzyczne, które pochodzą z wielu gatunków, a przeplatają się ze sobą, są świadomym elementem tego muzycznego kolażu.

Mówisz o budowaniu tekstu, a podobno kradniesz ludziom zbitki słów…
(śmiech) Ludzie czasami mówią rzeczy, z których nie zdają sobie nawet sprawy, a potrafią być niezwykle abstrakcyjne… Albo nawet całkowicie zwyczajne, tylko zasłyszane z czyichś ust brzmią nagle interesująco. Zapisuję je sobie, gdy usłyszę. Czy to w kawiarni… Czy w tramwaju… Czasem w radio… Czasem gdy słucham wywiadów na YouTube. Robię to gdy pracuję, bo lubię słyszeć, co myślą inni ludzie. Ostatnio wszystkie słowa zapisuję w notesie w komórce i, gdy tworzę tekst, wracam do notatek. Przy pisaniu lubię się zahaczyć o zbitkę słów, znaleźć wyrazy, które staną się inspiracją dla całego utworu. Same słowa są dla mnie inspiracją. A czasami, pod wpływem chwili, piszę dłuższy fragment tekstu – od razu po jego zasłyszeniu. Oczywiście to się też bierze z książek. Niesamowicie inspirującym językiem pis­­ze np. Joanna Bator.

Jesteś poetką?
Nie sądzę… (śmiech) Nie mnie to oceniać bynajmniej.

Pije oczywiście do recenzji płyty „Pysk” Katarzyny Bondy.
Bardzo mnie wzruszyła ta Kasi – piękna – recenzja. Może coś jest w tej poetyckości,  chociaż sama siebie tak nie nazywam. Ja piszę piosenki. Moje teksty mogą funkcjonować bez muzyki dopiero po jej napisaniu. Nigdy się nie zaczyna od tego, że jest tylko i wyłącznie tekst, który w domyśle nie ma muzyki. Zawsze to powstaje razem. Ale rzeczywiście, trochę się tego nazbierało. Może byłby już z tego jakiś tomik (śmiech). Wydaje mi się, że współcześnie poezja ma szansę przetrwać w formie bliższej człowiekowi. A taką jest właśnie między innymi piosenka.

Po przesłuchaniu „Pyska” mam wrażenie, że dopuściłaś słuchacza bliżej siebie niż miało to miejsce na „Kaktusie”. Jak śpiewasz „o świcie budzi mnie nocnego lęku cień, ja biegnę dalej by zapomnieć”, albo „nie chce słów, ciemno mi w środku, ciemno tu” to sobie myślę – wiedząc, że sama piszesz teksty – „Kurczę, miała zły dzień”…
(śmiech) Na pewno wiele tekstów jest związanych z moimi przeżyciami i emocjami, ale też nie są interpretacją 1:1 tego „złego dnia”. Czasem inspiracja przychodzi trochę z boku… Z czyjejś opowieści. Inspirują mnie historie ludzi. I to nie tylko takich „normalnych”, którzy są obok, ale też np. znanych (śmiech), „mądrych głów”. Na pewno adaptuję inspiracje na swoją wrażliwość i przykładam do własnego życia. Bo chyba po to to wszystko jest…
   
Przyznam, że chciałam cię trochę sprowokować tym pytaniem, bo sama mówisz, że do „Pyska” trzeba podchodzić z dystansem.
Tak, to na pewno. Zdecydowanie.

Nie boisz się, że przez to umkną ważne tematy poruszane tam przez ciebie?
Nie boję się. Myślę że mam inteligentnego słuchacza. Do kogo ma ten ważny temat dojść, do niego trafi. Ten natomiast, który odbiera tylko bardziej powierzchowną warstwę mojej płyty, po prostu tego nie usłyszy. To jest właśnie siłą muzyki, że nie narzucam interpretacji. Nie uprawiam sztuki krytycznej, tylko osobistą refleksję nad życiowymi tematami.

Twoi słuchacze poznali się już na „Cyrku”. Teledysk otrzymał nawet nagrodę na Ladies First Film Festival na Cork Ireland w kategorii Music Video…
Fajnie, że producent teledysku – Sputnik Studio – powysyłał „Cyrk” na wiele festiwali i utwór został zauważony. Wyróżnienie jest tym większe, że to pierwszy singiel z drugiej płyty… Cieszę się ogromnie, że ten teledysk udało się zrealizować z takim rozmachem. To nie było łatwe. Trafiłam na wyjątkową reżyserkę – Martynę Iwańską, dzięki której to wszystko stało się możliwe. Miałam po prostu wielkie szczęście… Teraz walczę o to, aby udało się zrealizować kolejne teledyski. Na razie nie mogę nic zdradzać.

Przyznałaś gdzieś, że widzisz swoją muzykę. Jaka ona jest?
Hmmm… Moja muzyka ma dużo koloru. Staram się, aby projekty płyty – fizycznego nośnika – i sesji zdjęciowej, która towarzyszy krążkowi, nigdy nie powstały przed muzyką. Są z nią tak bardzo związane, że dopiero gdy mam około połowę materiału muzycznego powoli rozjaśnia mi się w głowie jak to wszystko powinno wyglądać. To jaki ostateczny kształt ma płyta „Pysk”, jak jest zaprojektowana, jest odzwierciedleniem wyglądu zawartej na niej muzyki. 

Czy „Pysk” to druga część „Kaktusa” – jak z książką?
„Pysk” jest rozwojem. Jedno i drugie było osobistą wypowiedzią. Pewnie „Pysk” jest kolejnym etapem w moim życiu. A zaraz będzie jeszcze kolejny… Ponieważ nie tworzę fikcyjnej historii i opowieści, chyba nie można powiedzieć, że jest to druga część… Chociaż – z drugiej strony – jeżeli moje życie jest jedną wielką opowieścią, być może ta płyta jest rzeczywiście kolejnym tomem. I każda następna będzie kolejnym…

Przed chwilą powiedziałaś: „A zaraz będzie jeszcze kolejny etap”. Czy to znaczy, że trzecia płyta się tworzy?
Nie (śmiech). Zależy co nazwać początkiem tworzenia. Na razie myślę o niej, ale nie wiem czy narzucone przeze mnie tempo – rok po roku – kolejnej płyty będzie realne w tym wypadku. Przyznam, że bardzo wiele mnie to kosztowało wysiłku, aby drugą płytę wydać 12 miesięcy po pierwszej. Takie było nasze – moje i Jaśka Smoczyńskiego, z którym pracowaliśmy – założenie, ale jeszcze w czerwcu wydawało mi się to nierealne. W lipcu było już bardziej możliwe… W związku z tym, nie mogę się zarzekać. Nie wiem jak będzie. Lubię zaskakiwać słuchaczy, więc zobaczymy. Tego nie da się zaplanować. Gramy bardzo dużo koncertów, więc mamy mało czasu na siadanie do pisania, tworzenia czegoś nowego, a zwłaszcza zamykanie się w studio. Z drugiej strony bycie w drodze – w trasie – jest dla mnie bardzo inspirujące. Być może powstaną zaczątki piosenek, które potem, zamykając się w studio, sfinalizuję. Zobaczymy…

Nie tylko sama płyta przywiodła mi na myśl książkę. Gdy otworzyłam „Pysk” i zobaczyłam geparda, skojarzyło mi się to z książkami dla dzieci…
Słusznie. Myślę że, chcąc nie chcąc, sama forma pop-upu – wystającej papierowej rzeźby, która rozdziawia paszczę przy otwieraniu pudełka, się z tym kojarzy. Jestem zaprzyjaźniona ze światem dziecięcej książki, zbieram je, fascynują mnie. Chciałam, żeby ta płyta była jak najbardziej autentyczna w kontekście moich upodobań z jednej strony, z drugiej strony chciałam, aby był element zaskoczenia. W dzisiejszych czasach – zdigitalizowania mediów – to, że ktoś kupuje płytę jest dla artysty wielkim wyróżnieniem. Dlatego jestem przekonana, że krążki muszą być wydane wyjątkowo i specjalnie. Tylko takie przetrwają próbę czasu. Staram się więc, aby moje takie były. Mam nadzieję, że ten efekt został osiągnięty. Niewiele jest płyt z pop-upami, a zwłaszcza dość skomplikowanymi jak ten. Właściwie to nie widziałam takiej… Jestem z niego bardzo dumna. Sam projekt całości jest mój, natomiast formę pop-upu zaprojektowała Joanna Wystańska-Woźny, którą znalazłam dzięki książce pt. „Archi.TEKTURKI” wydanej przez Muzeum Powstania Warszawskiego. Zauroczyła mnie. Na wysokości zadania stanęła też sama drukarnia, która podjęła się druku. Nie wiem, co będzie na trzeciej płycie. Muszę wymyślić coś specjalnego! (śmiech)

Kiedy rozmawiałyśmy o twojej drugiej płycie w grudniu powiedziałaś: „Staram się absorbować wiele rzeczy – muzykę, plastykę, modę”. Podobno wyprodukowałaś własny materiał na stroje sceniczne?
Rzeczywiście. Motywem przewodnim płyty „Pysk” jest, pojawiający się wraz z gepardem w środku, pattern – wzór, który powtarza się, w nieco innym wariancie kolorystycznym, też na karteczkach z tekstami. Motyw został wydrukowany i powtórzony na sesji zdjęciowej, co można oczywiście zobaczyć na fotografiach umieszczonych w pudełku płyty, autorstwa Kasi Bielskiej. Potem z tego motywu uszyta została moja sukienka. Mam nadzieję, że, jak wystarczy czasu i środków, jeszcze więcej rzeczy uda mi się z niego stworzyć. To świetna zabawa.

Sukienkę będziemy mogli zobaczyć w Jarocinie?
Chyba musze ją zabrać w takim razie (śmiech). Oby nie było na nią zbyt zimno.

17 czerwca wystąpisz na Festiwalu „Siedem Aniołów” w Jarocinie. Jak dotarła do ciebie propozycja tego koncertu?
Przez moich przyjaciół, którzy powiedzieli mi o tym, jakim niesamowitym człowiekiem jest o. Cordian Szwarc – franciszkanin, który tworzy festiwal. Że warto tam pojechać dla niezwykłej misji, energii, która się wylewa, dobra, które tam się dzieje. Mój zespół był chętny, więc postanowiliśmy wyruszyć i stać się częścią tego dzieła. 

Co usłyszymy w Jarocinie?
Usłyszycie mix „Kaktusa” i „Pyska”. Pewnie z przewagą nowej płyty, ale „Kaktusa” ani „Póki czas” na pewno nie zabraknie. Do Jarocina jedziemy z nastawieniem na wybuch dobrej energii. Tak, żeby można było się trochę wyszaleć i potańczyć. Mamy potrzebę, aby grać dynamiczne koncerty. Lato temu sprzyja. Mam nadzieję, że będzie gorąco.   

Czy dla ciebie Jarocin jest ważnym miejscem na koncertowej mapie Polski?
Przyznam szczerze, że nie byłam nigdy w Jarocinie i nie miałam okazji uczestniczyć w słynnym festiwalu. Oczywiście w mojej świadomości funkcjonuje jako jedno z ważniejszych miejsc, jeśli chodzi o muzykę rockową. Nie jestem fanem, który jeździ za rockowymi zespołami, dlatego nigdy moja noga tam nie stanęła. Cieszę się, że to się zmieni. Nie w czasie tego słynnego festiwalu, ale będę mogła poznać miasto.

Oj, festiwal też się zmienia. W tegorocznej edycji wystąpi chociażby Julia Marcell
O, no proszę. Wspaniale! Więc może kiedyś… (śmiech)

Rozmawiała NATALIA PLUTA
Źródło: foto. K. Bielska
2017-06-16 10:03 156

Komentarze

Ten materiał nie ma jeszcze komentarzy

Dodaj komentarz

Twój mail będzie nie widoczny.