Środa, 28 Czerwca 2017 - Leona, Ireneusza

Dla mnie „Jarocin” zawsze był festiwalem odważnym, który pokazywał i promował nowe prądy w muzyce

Tegoroczna edycja Jarocin Festiwal 2017 jest nowa pod wieloma względami. O tym czego możemy się spodziewać w Jarocinie przez trzy lipcowe dni – od 14 do 16, opowiada nam SEBASTIAN PLUTA, dyrektor Muzeum Regionalnego w Jarocinie, które raz z Gminą Jarocin organizuje tegoroczną edycję festiwalu. Przypominamy też, że dziś rozpoczął się ostatni tydzień promocyjnej sprzedaży karnetów na JF dla mieszkańców Gminy Jarocin. 

Jaki będzie Jarocin Festiwal 2017?
Na pewno inny niż te, które były w poprzednich edycjach. Przede wszystkim ze względu na to, że zmieniamy lokalizację. To pewnie zdeterminuje to, jak ludzie będą ten festiwal odbierać. Odważny jest też dobór artystów, który budzi spore kontrowersje. My, jako organizatorzy, próbujemy przez niego pokazać, że współczesna muzyka polska jest nieszablonowa. Nie zamyka się w jednym gatunku, ale próbuje je ze sobą łączyć. Myślę, że ten festiwal będzie niepowtarzalny pod względem muzycznym, bo to będą nieoczywiste połączenia. W warstwie muzycznej, organizacyjnej wszystko będzie funkcjonowało tak, jak kiedyś. Gwarantujemy wysoką jakość obsługi i wszystkich rzeczy związanych z bieżącym funkcjonowaniem festiwalu.

Jarocin Festiwal wraca do miasta. Jakie to daje możliwości wam – organizatorom?
Przede wszystkim stawia przed nami mnóstwo wyzwań organizacyjnych. Od momentu, kiedy pojawiła się idea Spichlerza Polskiego Rocka, a później on powstał, to miał być pierwszy krok do tego, aby festiwal przywrócić miastu. Ul. Maratońska i tamte edycje festiwalu były oczywiście cenne i, w pewien sposób, ważne dla historii tej imprezy, natomiast zmiana lokalizacji – przeniesienie wszystkich aktywności festiwalowych dalej od miasta – spowodowało, że w samym Jarocinie festiwalowiczów nie było widać. Miasto traciło wizerunkowo i w samym Jarocinie nie było klimatu festiwalowego. To, że koncerty będą się odbywały na rynku i w Parku Radolińskich to próba, może nie uczynienia z festiwalu w Jarocinie już festiwalu miejskiego, ale przywrócenia klimatu festiwalowego z lat ‘80. Oczywiście wiąże się to z ryzykiem, ale myślę, że jakaś konkretna zmiana jest konieczna, ponieważ festiwal…

Zatrzymał się? Nie rozwijał?
Troszkę chyba tak. Jego rozwój w dotychczasowym kieruku musiałby pewnie być związany z większymi finansami. Ubiegłoroczna edycja z gwiazdami, których gaże były olbrzymie, pokazała, że nas – organizatorów – nigdy nie będzie stać na to, aby płacić tak duże honoraria zespołom, które są zespołami topowymi i powinny gromadzić, zresztą gromadziły w ubiegłym roku, sporą publiczność. Myślę, że nie taka jest funkcja festiwalu w Jarocinie. Są festiwale w Gdyni (Opener Festiwal – przyp. red.) czy w Katowicach (Off Festiwal – przyp. red.), które mają większe budżety i pewnie trochę inne ambicje. Dla nas festiwal w Jarocinie zawsze był festiwalem polskiej muzyki rockowej. Najważniejszą ideą, która nam przyświeca jest więc to, aby ten festiwal pokazywał, co najciekawszego dzieje się w polskiej muzyce rockowej i, żeby promował młode zespoły. Bo to jest chyba największe zaniedbanie jeżeli chodzi o przemysł muzyczny i instytucje, które powinny dbać o to, żeby polska muzyka rockowa, jako ważny element współczesnej kultury polskiej, wciąż miała szansę się rozwijać, To trochę zostało, pewnie ze względów komercyjnych, zaniechane i nie dzieje się tak dobrze, jak by nam się mogło wydawać. Choćby spoglądając na line-upy festiwali w Polsce okazuje się, że jest grupa 10, może 12, zespołów, które, w różnych konfiguracjach, pojawiają się na nich, a wciąż brakuje dopływu świeżej krwi. Myślę, że jest to spowodowane tym, że inwestowanie w młode zespoły wiąże się z dużym ryzykiem i nikt tak naprawdę tego ryzyka nie chce podjąć, bo każdy obawia się, że to może zakończyć się finansowymi problemami. Nam, jako organizatorom, wydaje się, że to jest kierunek, który może przywrócić rangę festiwalu w Jarocinie i znowu pokazywać te najfajniejsze, najciekawsze elementy współczesnej muzyki rockowej.

W takim razie, jak dotychczasowi półfinaliści Jarocińskich Rytmów Młodych – mówię tu szczególnie o Sam & Bart i Lepi.my – pana zdaniem odnajdą się na jarocińskiej scenie?
Jasne, że to jest ryzyko…

No bo Chorzy, są „jarocińscy” jak najbardziej…
Określenie „jarocińscy” pokazuje, że te zespoły muszą się fajnie odnajdywać na dużej scenie, grać ostrą muzykę, bo to kojarzy się z „Jarocinem”. Pewnie tak, natomiast dla mnie „Jarocin” zawsze był festiwalem odważnym, który pokazywał i promował nowe prądy w muzyce. Był takim festiwalem, który trudno byłoby zaszufladkować. W świadomości wielu „Jarocin” funkcjonuje jako festiwal punkowy, ale on historycznie takim stricte punkowym nie był.

A wracając do Jarocińskich Rytmów Młodych, konkurs ma jury. To ono wybiera te najciekawsze, ich zdaniem, najbardziej obiecujące młode zespoły. I to jest duża zaleta tego festiwalu. Dla Sam & Bart czy Lepi.my zagranie na dużej scenie, przed inną publicznością, będzie wyzwaniem. Będzie to dla nich super doświadczeniem zmierzenia się z publicznością, dużą sceną i próbą zainteresowania swoją muzyką szersze grono odbiorców. Być może właśnie takie składy fajnie się odnajdą, kupią publiczność i będą później przez nich słuchani.  Festiwal ma służyć temu, żeby te młode zespoły mogły się pokazać, miały okazję zagrać i mogły poczuć atmosferę festiwalu. Tego, jak to jest stanąć przed rzeszą publiczności i próbować pokazać im swoją muzykę oraz, że to, co się robi, jest szczere, prawdziwe i, że to jest autentyczny przekaz, a nie wynik jakiegoś mariażu managera, gościa od PR-u. Kogoś kto wymyśli produkt w postaci zespołu, który później będzie można lansować w głównych rozgłośniach radiowych czy telewizji i dzięki temu budować czyjąś karierę. Młode zespoły, prezentując się przed rzeszą publiczności, muszą ją w jakiś sposób sobą zainteresować, żeby wydać singla, który jest nagrodą. Muszą to zrobić na tyle dobrze, aby ludzie chcieli tego singla słuchać, a zespołem zainteresowały się wydawnictwa muzyczne i firmy fonograficzne, żeby później mogli nagrać płytę, a ich kariera się rozwijała. Najważniejszym celem JRM jest to, aby promować młode zespoły, dawać im szansę i patrzeć, jak się będą dalej rozwijały.
 
Wracając do miejskości festiwalu, jak to wydarzenie ma wyglądać w praktyce?
Mamy dwa główne miejsca festiwalu – rynek i park. Rynek w pierzei pomiędzy ulicami Wyszyńskiego a Mickiewicza będzie terenem zamkniętym, imprezy masowej. Na wysokości dawnej apteki „Pod Orłem”, czyli po prawej stronie kościoła św. Marcina, zostanie postawiona scena. Będzie grała w kierunku ul. Mickiewicza w piątek i sobotę, od 16.00 do 23.00, bo mamy świadomość, że rynek jest terenem zamieszkałym. Przed elewacją ratusza od strony ul. Wrocławskiej znajdzie się strefa gastronomiczna. Specyfiką rynku jest to, że są tutaj podmioty, jak np. Żabka czy Diablik, które mają swoje ogródki. Mamy świadomość tego, że ludzie będą chcieli skorzystać ze sklepów czy restauracji, które są na rynku i w jego pobliżu. Mamy nadzieję, że na tym festiwalu będą korzystali też tutejsi sklepikarze, restauratorzy, bo to jest jeden z elementów, który powinien być jego cechą dodatnią. Rynek jest specyficznym miejscem, a niestety musimy go wygrodzić. Wymaga od nas tego status imprezy masowej. Musimy więc połączyć ogień z wodą – wygrodzić i zabezpieczyć teren, ale przy okazji przyozdobić płotki wydrukami charakterystycznymi, oryginalnymi. Takimi, które pozwolą zagubić wrażenie, że jakaś przestrzeń jest wygrodzona i nieestetyczna.

Przy okazji nie strzelacie sobie trochę w kolano? Osoby, które nie kupią biletów na Jarocin Festiwal, a przyjdą na rynek do jednego czy drugiego ogródka i tak będą mogli posłuchać koncertów…
Tak, tylko pytanie jest, o co nam tak naprawdę chodzi. Karnet na festiwal dla mieszkańców gminy jest na tyle niedrogi, że wydaje mi się, że możliwość oglądania zespołów będących na festiwalu, po prostu stojąc pod sceną, jest warta tych 70 zł. Chodzi nam też o budowanie publiczności, nakłanianie ludzi do tego, aby świadomie wybierali pewne rzeczy. Żeby chcieli posłuchać, stanąć pod sceną, poczuć tę muzykę, a nie tylko po prostu siedzieć z boku. Bo to przecież tak, jakby odtwarzać muzykę… Festiwal to jest wydarzenie. Muzyka powinna być magnesem, który ludzi przyciągnie i nakłoni do tego żeby, przynajmniej kiedy są mieszkańcami Jarocina, byłoby ich stać na wydanie tych 70 zł, aby obejrzeć koncerty.

Co z pozostałymi scenami?
Drugie miejsce Jarocin Festiwal 2017 to park. Scena będzie odwrócona „plecami” do elewacji frontowej Pałacu Radolińskich i grała w stronę dużej polany oraz ul. Maratońskiej. Teren też będzie wydzielony, jako teren imprezy masowej. Tam również znajdzie się strefa gastronomiczna. Ta scena będzie grała przez trzy dni festiwalu. W piątek i sobotę zacznie około 21.00. Po to, żeby tylko przez dwie godziny sceny się ze sobą pokrywały. W parku będziemy grali do późnych godzin nocnych. Koncerty będą się kończyły około 1.00., może 1.30.

Będziemy mieli scenę w ruinach kościoła św. Ducha. Z racji specyfiki miejsca, które szczególnym powinno pozostać, to nie będą koncerty typowo rockowe. Prezentowane tam przedsięwzięcia muzyczne będą miały wyjątkowy charakter. Scena przy stawie znajdzie się w sąsiedztwie Skarbczyka. Będzie związana z projektami jarociniaka Sigmy, który jest hip hop-owcem. Będzie tam miał premierę swojej najnowszej płyty. Zagrają na niej również zaroszone przez niego zespoły. Odbędą się tam również animacje związane z dziećmi. Planujemy, aby przy Skarbczyku znalazł się wóz transmisyjny Programu Trzeciego Polskiego Radia.

Kolejnym miejscem Jarocin Festiwal stanie się Spichlerz Polskiego Rocka. Tam będą się odbywały spotkania, ale  także grały młode zespoły, które brały udział w eliminacjach Jarocińskich Rytmów Młodych. W tej chwili zbliżamy się do czwartego koncertu, który odbędzie się w Warszawie, w studiu im. A. Osieckiej. Po nim dowiemy się, które zespoły wyraziły ochotę na to, żeby pojawić się w Jarocinie i zagrać w Spichlerzu w czasie trwania festiwalu w godzinach wczesnopopołudniowych. Tak, aby także i w tym miejscu rozbrzmiewała muzyka. Będziemy mieli fajną przestrzeń na dziedzińcu SPR. Nazwaliśmy ją „dziecińcem”. Tam odbędą się różnego rodzaju aktywności i warsztaty dla dzieci, z motywem przewodnim festiwalu, czyli postacią Czesława Niemena.

Kiedy 10 miesięcy temu podsumowywaliśmy Jarocin Festiwal 2016 powiedział pan: „W Jarocinie zawsze najważniejsza była muzyka i tak powinno zostać”. To założenie udało się zrealizować już w tym roku?
Myślę, że tak. Dzięki temu, że stawiamy na różnorodność, mieszanie gatunków, wciąż coraz bardziej doceniamy, promujemy i dbamy o młode zespoły, pokazujemy, że muzyka jest najważniejsza. Bez niej festiwalu festiwalu by nie było. Przed festiwalem i nami – jego organizatorami – stoją teraz nowe wyzwania. Mamy zgodę na to, abyśmy go rozwijali w tym kierunku, który zaproponowaliśmy, czyli powrotu imprezy do miasta. Mamy nadzieję, że to się skończy sukcesem. Ta edycja jest o tyle trudna do zweryfikowania później, że gmina jest w trakcie budowy nowego amfiteatru i pewnie w przyszłym roku, jeżeli ten amfiteatr stanie, już będzie funkcjonował, część z tych aktywności przeniesie się do niego. Myślę więc, że tegoroczna edycja festiwalu jest trochę unikalna.

A co dzisiaj możemy powiedzieć o imprezach okołofestiwalowych?
Jesteśmy na końcu dopinania kwestii organizacyjnych związanych z tym co chcemy, aby wyróżniało festiwal w Jarocinie. Od momentu, kiedy współorganizowała ten festiwal firma Prestige MJM, wyznaczyła bardzo wysoki pułap, jeżeli chodzi o docenianie i prezentowanie młodych zespołów. Oni dali im szansę tego, aby grali na dużej scenie, aby byli traktowani po prostu z szacunkiem, na który zasługują jako młodzi adepci rock & roll’a. Chcieliśmy pójść krok dalej. Wymyśliliśmy sobie, że oprócz tego, że młode zespoły będą poddawane ocenie jury, to my będziemy wyposażać te młode zespoły we wiedzę, która pozwoli im się lepiej poruszać na rynku muzycznym. Mamy takie wrażenie, że nie każdy młody zespół rozpoczynając swoją karierę jest świadomy tego, jak się poruszać po rynku medialnym, jak dbać o swoją karierę, rozwijać ją, jak się promować. Jest internet, media społecznościowe – kanały, które mocno spowodowały, że ten proces wyboru czy popularności jest procesem demokratycznym. Jeżeli ludziom coś się podoba, to im się to będzie podobało. Bez względu na to, czy duża rozgłośnia radiowa, wytwórnia płytowa, będzie nachalnie promowała ten projekt, czy też nie. Jeżeli będzie to rzecz, która nie będzie się podobała, po prostu przepadnie. I chodzi o to, aby tym młodym zespołom dać właśnie taki rodzaj know how (konkretną wiedzę, kompetencję, biegłość – przyp. red.), żeby mogli  karierę budować na własnych zasadach. Chcemy im trochę pokazać, jak ten rynek funkcjonuje, bo to jest kapitalizm, i pieniądz jest czynnikiem, który wszystko nakręca. Wiadomo, że tego się nie da zmienić, ale dobrze, że młode zespoły będą miały możliwość zapoznania się z taką wiedzą. Później, budując już swoją karierę, będą wiedzieli, jak się w tym świecie medialno-rozrywkowym poruszać, żeby zdobywać popularność i stawać się gwiazdami.

Mamy teraz taką sytuację, charakterystyczną dla całego polskiego rynku muzycznego, że wciąż o jego współczesnym obliczu decydują zespoły, które debiutowały w latach ’80. Siłą rzeczy ich aktywność jest coraz mniejsza, bo metrykalnie są coraz starsi. Ich miejsce powinny zajmować młode zespoły. Na rynku brakuje jednak umiejętności podejmowania ryzyka przez duże wytwórnie, aby promować młode zespoły. Im więcej takich zespołów będzie się pojawiało, im będą bardziej świadomi, jak się tam odnajdować, tym lepiej będzie to funkcjonowało i będzie korzystniejsze dla polskiego rynku muzycznego. Wszystkim nam tak naprawdę chodzi o to, aby polska muzyka rozbrzmiewała w radiu, żeby młodzi ludzie mogli rozwijać kariery. Festiwal ma tę powinność w stosunku do muzyki.

Mówi pan o młodych zespołach, a dla jarociniaków i pozostałych uczestników festiwalu co planujecie?
Będą spotkania, wystawy… Szykujemy parę niespodzianek. Na pewno nie będzie to na taką skalę, jak w ubiegłym roku, gdzie mieliśmy prawie 50 różnych aktywności, ale one będą. Nie chodzi nam tylko o muzykę, ale również o przestrzenie, które zostaną wykorzystane w ciekawy sposób. 

Dziś rozpoczął się ostatni tydzień promocyjnej sprzedaży karnetów na festiwal dla mieszkańców Jarocina. Jak przekona pan tych jeszcze niezdecydowanych?
Festiwal w Jarocinie był zawsze festiwalem odważnym i bezkompromisowym. Szukał nowych ścieżek w muzyce, pokazywał nowe rzeczy, Festiwal, który organizuje Muzeum Regionalne poprzez gminę jest najważniejszym wydarzeniem kulturalnym w Jarocinie, który ma dużą tradycję. Zapisał się on jako ważne wydarzenie w historii kultury polskiej lat ’70, ’80 i ’90. Myślę więc, że warto będzie po prostu przyjść na festiwal, na rynek, potem do parku, żeby zobaczyć, jak te okoliczności przestrzenne będą funkcjonowały. Żeby zobaczyć, jak ten nowy festiwal odnajdzie się w tych przestrzeniach. Może to nie jest najważniejsze, ale kwota 70 zł nie jest oszałamiającą, a gwarantuje, że za te pieniądze można posłuchać dobrej muzyki, zobaczyć niepowtarzalne projekty, które gdzie indziej nie będą prezentowane i posłuchać artystów, którzy na pewno nie są kojarzeni z festiwalem w Jarocinie. Być może Jarocin Festiwal 2017 będzie też ciekawą przygodą dla ludzi, dla których muzyka jest ważna, którzy lubią jej słuchać, nie przyzwyczajają się do swoich gatunków, wciąż poszukują czegoś nowego. Sądzę, że taki zestaw cech jest interesującym zaproszeniem dla wszystkich tych, którzy chcieliby się na festiwalu pojawić. Na pewno warto, bo te trzy dni między 14 a 16 lipca to będzie wyjątkowy czas dla wszystkich jarociniaków.

A co jeśli mieszkaniec Gminy Jarocin będzie chciał kupić karnet na Jarocin Festiwal w czerwcu bądź lipcu? 
Będzie mógł to zrobić, ale zapłaci już „normalną”, a nie promocyjną cenę.

Jarocin Festiwal 2017 straci na tym, że tylko mieszkańcy Gminy Jarocin mogą skorzystać z promocji na karnety?
Nie, bo karnety w ogóle są tanie. W tej chwili jest to 150 zł. Za trzy dni koncertowe, za trzy dni muzyki, cztery sceny, ponad 20 zespołów na dziś, to nie jest wygórowana cena,  Chodziło nam o to, aby pokazać, że ten festiwal jest wart zmiany. A z racji tego, że zmiana lokalizacji ciągnie za sobą pewne ryzyko nie zależało nam na tym, aby przekładać je na uczestników festiwalu. Nie chcieliśmy windować ceny tak, aby ona odstraszała. Chcemy zapraszać ludzi do Jarocina, pokazywać, że to jest urokliwe miejsce. Być może część z festiwalowiczów będzie chciało tu wracać przy okazji prywatnych wycieczek. Jarocin Festiwal jest tak naprawdę najważniejszą promocją miasta, a przy okazji polskiej kultury, muzyki rockowej, więc takich kilku elementów, które się fajnie ze sobą łączą w Jarocinie. Mam nadzieję, że to zaowocuje tym, że będziemy mieć taką frekwencję przy której będziemy mogli powiedzieć, że kolejna edycja festiwalu zakończyła się, po raz kolejny, sukcesem. 

Rozmawiała NATALIA PLUTA
2017-05-24 18:11 947

Komentarze

Ten materiał nie ma jeszcze komentarzy

Dodaj komentarz

Twój mail będzie nie widoczny.